Po naszej stronie byłam ja, Olek, Michał, Multi i jego grzywka. Przez ostatniego członka naszego gangu byliśmy niezniszczalni. Po przeciwnej stronie stał Yung, Snoop Dog i Piotr Rubik. A no i zapomniałabym wymienić jakiegoś dziadka z ogórkiem w dupie.
Była już 20 więc stanęliśmy na polu bitwy. Pierwsza walka była między Olkiem i Snoopem. Grali do trzech wygranych. Oczywiście w "papier, kamień, nożyce". Bo w co innego? Olek na szczęście wygrał. Kolejny pojedynek był między Rubikiem, a Pastuszukiem. Mało brakowało, ale Michał wygrał. Kolej na Multiego i dziadka. 0:1 dla dziadka..... 0:2 dla dziadka..... i niestety 0:3 dla dziadka. Wszystko było w moich rękach. Stanęłam naprzeciwko YL. Wyciągnęłam do przodu rękę, pokazując jednocześnie kamień. Niestety on miał papier. Było 0:1 dla Sad Boys. Ponownie wyciągnęłam rękę pokazując nożyce, a on ponownie pokazał papier. 1:1. Wygrałam tą rundę. Następnie było 1:2 dla nich, a później 2:2. Szliśmy oko w oko. Wtedy ni stąd ni zowąd, Michał krzyknął że mnie kocha. Dało mi to siłę. Wygrałam 3:2. Byłam z siebie dumna. Mogliśmy spokojnie wrócić do domu.
A w domu czekała na mnie niespodzianka. Czekała na mnie matka boska lafamiliowska. Co ona tam robiła to ja nie wiem.
- Yyyyyy... Szepczyńska co Ty tu robisz?
- Siedzę, a nie widzisz? Mam do Ciebie sprawę, a mianowicie jestem w tak zwanej ciąży.
- Kurwa mać. Kolejna w ciąszy??
A tu macie supi zdjęcie i tak wiem jestem mistrzem photoshopa.
Tak więc powracam bo mi nudno. Kc Was <3

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz